iteracje_w_procesie_tworzenia_produktu

Albert Einstein miał powiedzieć:

"Gdybym miał do dyspozycji jedną godzinę, aby ocalić świat, poświęciłbym pięćdziesiąt pięć minut na próbę zdefiniowania problemu i pięć minut na jego rozwiązanie."

Przywiązujemy bardzo dużą wagę do planowania. Stanowi o naszej racjonalności, umiejętności przewidywania. Ba, nawet dojrzałości, bo przecież prawdziwy przedsiębiorca planuje swoje kolejne ruchy. W niektórych przypadkach planowanie staje się wręcz patologiczne i zastępuje prawdziwe działanie. Przecież ja planuję, czyli zbliżam się do wymarzonego celu.

Spędzamy długie godziny na gdybaniu i rozrysowywaniu szczegółowych planów i harmonogramów, tymczasem plany są tylko życzeniowym przebiegiem działań.

"Chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach".

Nie twierdzę, że nie należy planować, wręcz przeciwnie - harmonogramy są przydatnymi narzędziami do rejestrowania kolejnych kroków i kontroli postępów. Bez planowania będziesz budzić się każdego ranka z pytaniem "co teraz?" wypisanym na twarzy. Bez planu trudno cokolwiek zdziałać.

Szansa jedna na milion

Spójrz rozsądnie na planowanie - Einstein i tak miałby tylko jedną szansę na uratowanie świata. I rzeczywiście - porządne planowanie i przygotowanie jest wręcz konieczne w projektach typu "wszystko albo nic". Jak wystrzelenie rakiety kosmicznej, wyburzenie budynku, start na olimpiadzie. Natomiast większość naszych projektów nie ma takiej wagi.

Planowanie jest tylko etapem

Długotrwałe planowanie może wręcz zaszkodzić naszym projektom. Wykazał to Tom Wujec, twórca Marshmallow Challenge. Jest to gra, w której uczestnicy mają za zadanie skonstruowanie jak najwyższej struktury zbudowanej z nitek spaghetti (często o tym spaghetti ostatnio ;)) z pianką na szczycie. Im wyższa struktura, tym lepszy wynik drużyny. Celem wyzwania jest nauczenie uczestników cyklu prototypowania i sprawdzania produktów. Ja z powodzeniem stosuję to szkolenie do nauczania podejścia Kaizen, czyli ciągłego doskonalenia.

PROTOTYPOWANIE <=> SPRAWDZANIE

Tom Wujec przez wiele lat prowadzenia szkoleń, zauważył, że dane grupy w różny sposób podchodziły do zadania. Najlepiej radzili sobie inżynierowie, co raczej nie jest dla Ciebie zaskoczeniem. Z kolei najgorsze wyniki mieli... studenci biznesu!

Dlaczego tak się dzieje? Inżynierowie mają wiedzę, w jaki sposób zbudować wieżę z pianką. Natomiast studenci biznesu tak długo planowali konstrukcję, że zwyczajnie zabrakło im czasu na sprawdzenie swoich założeń. Zagrali o wszystko.

Jest jeszcze jedna, bardzo ciekawa grupa, która wypadła wręcz znakomicie. I to pomimo braku wiedzy inżynierów. Są to... przedszkolaki! Tak, dobrze czytasz. Tom zauważył, że przedszkolaki charakteryzują się uporem (co dla większości rodziców nie jest akurat zaskoczeniem), który każe im próbować i weryfikować swoje założenia tak długo dopóki przed dzieciakami nie stanie wieża z pianką.

Ciekawe, prawda?

Czego możemy się nauczyć z tego doświadczenia? Przede wszystkim tego, żeby nie marnować czasu i środków na tworzenie produktu, o którym nie wiemy, czy zadziała. I testować je na każdym kroku.

MVP - Minimum viable product

Podobne założenie znajdziemy metodologii startupowej. Mowa o minimum viable product. O co chodzi? Przede wszystkim o to, żeby pierwsze wersje produktu miały tylko podstawowe funkcje, które przyciągną do niego klientów. Dzięki temu podejściu, skupiamy się na tych cechach produktu, które są niezbędne do jego prawidłowego funkcjonowania oraz wyróżniają go wśród konkurencji.

MVP jest powszechnie stosowany w branży IT i nowych technologii. Możesz się nawet nad tym nie zastanawiać, lecz Ty również spotykasz się z nimi, np. korzystając z rożnych aplikacji. Zauważ, że na początku swojego życia, aplikacje te mają niewiele funkcji. Kolejne są dodawane wraz z rozwojem produktu, rosnącymi potrzebami użytkowników i wzrostem konkurencji.

Dzięki zastosowaniu MVP możesz sprawdzić, co działa, a co należy zmienić lub usunąć z oferty. I jest to znacznie łatwiejsze, niż grzebanie w bardzo rozbudowanej aplikacji.

Tutaj też mówimy o ciągłym testowaniu swoich założeń według cykl:

PLANOWANIE -> TWORZENIE -> POMIAR ->

Inwestujesz, ale w co?

Wyobraź sobie, że inwestujesz w rozwój bardzo zaawansowanego oprogramowania, po dwóch latach oddajesz odpicowany program użytkownikom, a Ci po prostu go nie zauważą. Bo nie rozwiązuje ich problemu.

MVP nie jest zarezerwowany tylko dla startupów i tylko dla branży IT. To podejście nada się znakomicie również na początku drogi biznesowej w innych branżach: fotograf może zacząć od specjalizacji w fotografii dziecięcej, konsultant zacznie od prowadzenia bloga lub podcastu zanim zbuduje kurs online, początkujący marketingowiec zacznie od rozgryzienia jednego medium społecznościowego, zanim zacznie publikować we wszystkich. Sklep internetowy może specjalizować się tylko w sukienkach, zanim do oferty trafią bluzki, spodnie i dodatki.

Do niewątpliwych zalet stosowania MVP jest możliwość testowania swoich założeń biznesowych bez obawy o wyrzucenie w błoto mnóstwa kasy i czasu.

Cykl Deminga

O PDCA pisałam już tutaj, lecz warto to powtórzyć. Jest to podejście ciągłego doskonalenia i rozwiązywania problemów, w którym planowanie również występuje jako element, nie główny gracz.

PLANUJ -> WYKONAJ -> SPRAWDŹ -> WDRAŻAJ ->

Iteracje - ciągłe powtarzanie

Jak łatwo zauważyć, wszystkie opisane metody łączy jeden element - iteracje. 

Tworzenie produktu krok po kroku, ciągłe weryfikowanie założeń jest bardzo istotne zwłaszcza obecnie, kiedy czas niesamowicie przyspieszył, technologia starzeje się co 6 miesięcy (albo i szybciej), a konkurencja rośnie. Ciągłe doskonalenie produktów, dostosowanie ich do aktualnych potrzeb jest konieczne, aby firma mogła się rozwijać, a w wielu przypadkach - przetrwać.

Czy to się uda?

Takie podejście do biznesu pozwala zaoszczędzić czas i zasoby. Im szybciej zweryfikujesz swoje rozwiązanie na rynku, tym mniej pieniędzy wtopisz w nietrafione pomysły. Szybciej wystartujesz z kolejnym lub poprawionym produktem, który być może trafi w potrzeby klientów. I tego Ci życzę 🙂

 

 

 

Podziel sięShare on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn3
  • Mój Mąż jest takim typem człowieka, który godziny spędza na planowaniu…trochę mam wrażenie, że to planowanie jest bezproduktywne i z prawdziwym planowaniem i przewidywaniem różnych scenariuszy i konsekwencji nie ma nic wspólnego. A potem przychodzi etap….odłożenia działania w bliżej nieokreśloną przyszłość.

  • Lubię planować i rzeczywiście robię to efektywnie, jednak Twój tekst pozwolił mi inaczej spojrzeć na blogowanie.

  • Sandra Nowicka-Nowak

    Kurcze, że tez ja nie trafiłam na tego typu konkretny tekst jakieś 5 lat temu jak weszła w biznes który wtopił!

  • Świetny tekst! Osobiście uważam, że trzeba planować, a z MVP mam sama ciągły problem (perfekcjonizm daje o sobie znać). Jednak najszybszą drogą do rozwoju jest właśnie ciągłe sprawdzanie i ulepszanie zamiast budowania od razu wszystkiego, żeby potem przekonać się, że nie działa.