praca_kreatywna

Kiedy 2 tygodnie temu opublikowałam tekst opisujący 8 typów marnotrawstw, zadałam Wam pytanie o to, które z nich najczęściej występuje w Waszych biznesach. Miałam swojego faworyta, a Wasze odpowiedzi w komentarzach tylko to potwierdziły – jest to nadmierne przetwarzanie.

Definicja dla przypomnienia:
Nadmierne przetwarzanie – każda nadprogramowa czynność, wracanie do wykonanych zadań lub niepotrzebne przedłużanie wykonywania danej czynności. To również przedłużane spotkania, długie dyskusje o niczym.

Przyznam się, że zwlekałam z napisaniem tego artykułu. Dlaczego? Ponieważ jest to temat – rzeka, z wieloma „to zależy”.

A ja nie znoszę sformułowania „to zależy”. Lubię konkret, więc jeżeli zadaję pytanie, chciałabym usłyszeć dokładną odpowiedź: tak, nie, 2 metry. To działa również w drugą stronę – chciałabym móc odpowiedzieć jednoznacznie na zadane pytanie. A do tego potrzeba jednoznacznych informacji.

Pisząc ten tekst nie mam dokładnych informacji, w jakich momentach zdarza się Wam marnotrawić czas i zasoby. Każdy z Was powie coś innego, ma inne potrzeby, a ja nie chcę tworzyć ogólnych wytycznych co i jak się powinno robić. Bo… to zależy.

Dlatego przygotowując się do tego wpisu postanowiłam, że:

  • ten konkretny wpis poświęcę mojej walce z nadmiernym przetwarzaniem w pracach kreatywnych i podam Wam kilka dobrych praktyk z mojego doświadczenia;
  • na blogu będą pojawiać się wpisy dotyczące dobrych praktyk w różnych sytuacjach biznesowych (i nie tylko).

Poza tym, każdy z nas ma swoje doświadczenia i wypracowane dobre praktyki (świadomie lub nieświadomie), dlatego stworzyłam na Facebooku grupę wsparcia, na której przedłużymy wątek dobrych praktyk w walce z nadmiernym przetwarzaniem (dołącz tutaj). Uczmy się od siebie nawzajem!

Przyczyny nadmiernego przetwarzania

Chyba Was nie zaskoczę stwierdzeniem, że nadmierne przetwarzanie to też moja bolączka, która daje o sobie znać głównie w pracach kreatywnych. Nie zliczę godzin, które poświęciłam na wizualne dopieszczanie pierwszego bloga, który z każdą kolejną zmianą jest coraz mniej zachęcający do odwiedzin.

Z jednej strony lubię takie dziubdzianie i może powinnam pomyśleć o zmonetyzowaniu tych działań. Z drugiej strony, jeżeli dziubdziam w Canvie dla samego dziubdziania - jest to ogromna strata czasu. (I nerwów, odkąd nie można wpisać bezpośrednio polskich znaków i trzeba je kopiować z edytora tekstów (tak bardzo leanowsko! kto to wymyślił?! dajcie mi go tu!)).

Podczas tworzenia Och Malina chciałam uniknąć tych błędów, dlatego zrobiłam rachunek sumienia, którego podsumowanie znajdziesz poniżej.

Czytając tekst pamiętaj, że czynności te wykonywałam dla siebie, nie dla klientów, czyli wszystkie decyzje i pomysły były po mojej stronie. I marnowałam swój własny czas i nerwy Czytelników.

#1 Brak zdecydowania wynikający z nadmiaru możliwości

To taka moja wersja „nie mam się w co ubrać”. Do większości działań mam podejście leanowskie, lecz nie do tych związanych z wizualną stroną blogowania. Bo może różowy, a może niebieski, kwiatki, albo ptaszki. Wszystko jest śliczne, lecz wszystko razem wyglądałoby strasznie 😉 Może być gorzej? Może, bo jeśli różowy, to jaki odcień? A czcionka?

Jak się to kończy – oczywiście totalnym paraliżem decyzyjnym i kolejnymi godzinami w Internecie w poszukiwaniu prawdy objawionej o idealnym kolorze dla bloga o danej tematyce.

Jak się powstrzymać?

Rozwiązanie:

  • Ogranicz możliwości – początkowo tworząc Och Malina zdecydowałam się na wykorzystanie motywu WordPress, który ma ograniczone funkcje. I tak wykorzystuję tylko część z nich. Niestety okazało się, że jedna z ważnych dla mnie wtyczek nie działa poprawnie, dlatego zainstalowałam motyw, którego używam w starszym blogu. Co za tym idzie – nie musiałam się go uczyć od nowa.
  • Utrudnij sobie zmianę decyzji – niech każde wprowadzenie modyfikacji będzie dla Ciebie okropnym przeżyciem. I tak w pierwszym motywie WP każda zmiana koloru oznaczała grzebanie w HTML, zmiana logo – kolejna godzina w programie graficznym. Może to nie jest duże wyzwanie, lecz bardzo czasochłonne i o wysokim ryzyku wystąpienia błędów.

#2 Zbyt wiele pomysłów, jak i brak pomysłów

Zbyt wiele pomysłów to następstwo nadmiaru możliwości. Każdego dnia pojawiają się trzy kolejne świetne pomysły warte przetestowania, co oczywiście zabiera mnóstwo czasu. Jakby tego było mało – wraz z kolejnym pomysłem wzrasta we mnie poziom energii, co oznacza, że mogę rzucić wszystko i przesiedzieć kilka godzin tylko nad tym jednym zadaniem. Taki entuzjazm 🙂

Z drugiej strony brak pomysłów powodował godziny przeczesywania stocków w poszukiwaniu idealnych zdjęć i tysiące bezsensownych kliknięć w programach graficznych. Pomocy!

Rozwiązanie:

  • Listy, listy i jeszcze raz listy. Stworzyłam listę genialnych pomysłów, które mogę wykorzystać, kiedy mam mniej sprzyjające nastawienie.
  • Odczekanie 24 godzin od zapalenia się żaróweczki do realizacji lub testowania – pomysł nam nie zginie, w końcu trafił na listę, a nowy dzień pozwoli na obiektywną ocenę pomysłu.

#3 Odwlekanie

Ciągle podczas pisania czuję pewien dyskomfort. Nie należę do osób, które potrafią zasiąść przed monitorem i pisać. Ja potrzebuję planu, odpowiedniego miejsca do pracy i dobrego pomysłu. Dziubdzianie dawało mi uczucie, że „przecież coś robię”, chociaż efekt był żaden – 0 wpisów, 0 nowych czytelników, 0 zainteresowania. Czas i energia, zamiast na nowy tekst i promowanie, szła właśnie na mało ważne rzeczy.

Rozwiązanie:

  • Planowanie dostosowane do możliwości – jasny i prosty plan działań, nie strasznie ambitny i przeładowany.
  • Checklisty – to moje skrzywienie zawodowe, lecz się sprawdza. Sam fakt odhaczenia punktu z listy daje poczucie zadowolenia. Dlatego tworzę listy kontrolne po to, aby się sprężyć i wykonać zadania.

#4 Zosia-samosia

Po przeczytaniu tego tekstu możesz się zastanowić, dlaczego nie zleciłam tego zadania profesjonaliście? Z jednego prostego powodu:

Sam proces stawiania bloga, ustawiania wyglądu jest dla mnie straszna frajdą. I pomimo wszystkich niepowodzeń jestem z siebie dumna. Nie, to za mało. Jestem z siebie TAAKAA dumna 🙂

 

A teraz Wasza kolej! Chętnie się dowiem (i pozostali Czytelnicy pewnie też), jak sobie radzicie z kreatywnym dziubdzianiem. Czy macie swoje triki, patenty, life-hacki? Koniecznie napiszcie w komentarzu!

Podziel sięShare on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0
  • Zbyt wiele pomysłów naraz to jest to, co i mnie dotyczy! 🙂 Już się trochę nauczyłam „traktować pomysły na chłodno” i to trochę pomaga 🙂 Dzięki temu jestem w stanie skupić się na konkretach, a inne pomysły wysłać na „dłuższe leżakowanie” 🙂 dzięki czemu mogę do nich wrócić za jakiś czas i jeszcze raz wziąć pod uwagę 🙂

  • Żeby zrobić w Canvie polską literę, wystarczy przed jej napisaniem wcisnąć shift + ~ :). W tych czcionkach, które sprawdzałam działa zawsze, jednak nie zawsze ta polska litera jest idealna – czasem widać, że jest odrobinę inna :).

  • Ja na pozór szybko podejmuję decyzję, ale potem nagle po kilku dniach chcę ją zmienić…a już nie zawsze mogę. To trochę przeszkadza, ale nie tak bardzo jak moja gadatliwość. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi i nie mam problemu rozmawiać z obcymi o absolutnie wszystkim, o ile oczywiście są przyjaźnie nastawieni 🙂

  • Listy to moje drugie imię 🙂 Nie wyobrażam sobie żadnego zorganizowania bez ich stworzenia. A to zadowolenie kiedy po kolei odhaczamy kolejne pozycje… niezastąpione 🙂

  • Dzięki za trik 🙂

  • Biorę sobie do serca zbyt wiele pomysłów z pkt 2 i Twoje rozwiązanie z odczekaniem! Dziękuję! A listy się już sprawdzają, wystarczy, że spiszę taką listę na cały dzień w jednym miejscu i od razu widać, czy da się to zrobić, czy nie:)

  • ooo, dzięki za wskazówkę z polską czcionką!

  • Jestem typem perfekcjonisty, więc czasem ciężko mi zatrzymać się , jeśli chodzi o poprawki i „dopieszczanie”, np. bloga. Bo może jeszcze zmienić to czy owo. U mnie jest tak, że często mam za dużo pomysłów, a mało czasu. Jeden pomysł generuje kolejny, co też bywa utrudnieniem. Jak sobie radzę? Bardzo podobnie – listy. Robię listę rzeczy, które są potrzebne, wymagane. Tak miałam przy starcie bloga – zapędzałam się w upiększanie, po czym powiedziałam sobie „stop” – wypisałam listę rzeczy, które są dla mnie ważne, które muszą być, bo bez nich nie ruszam. Po czym realizowałam plan zgodnie z listą. Inną metodą jest właśnie planowanie – rozpisanie zadania na drobne , małe elementy i realizacja. Czasem muszę siebie stopować, by nie upiększać w nieskończoność :))

  • Martyna Cieslinska

    Brak zdecydowania wynikający z nadmiaru możliwości. Z tym chyba mam największy problem. Moje niezdecydowanie jest tak duże, że w końcu zastaje przy tym co mam obecnie :] pozdrawiam http://www.wpuszczonawmaliny.blogspot.com

    • Tak nie w temacie – my chyba z tego samego krzaka 😉

      • Martyna Cieslinska

        Oj tak nie mogę się nie zgodzić, Pozdrawiam <3

  • Tak czytam i czytam i w każdym punkcie widzę coś z siebie. Mam mnóstwo pomysłów, ale jestem niezdecydowana i nie wiem za co się zabrać. Jak już się zabiorę to potrafię się w całości poświęcić jednemu, a inne czekają sobie kolejne czasy do realizacji, aż nie wpadnę na coś znowu i poświęce się temu „nowemu”.. Staram się to jakoś ogarniać, ale no chyba taka po prostu jestem. 😀

  • Lista pomysłów którą odkładam na kilka dni. Spoglądam na nią później, spokojniej, bez takich emocji jak na początku które są w fazie kreacji

  • Odwlekanie jest moim największym problemem, więcej myślę i analizuję, niż działam. Pewne zadania najchętniej bym oddelegowała komuś innemu, bo za dużo energii mi kosztują. I czasem tak robię 😉

  • To trochę brzmi jak reklama Lidla, która non stop leci u mnie w mieście w radiu (że wybór u nich jest akurat odpowiedni i nie spędzasz godziny przed półką z jogurtami). Przekonanie jednak jak najbardziej prawdziwe. Osobiście często tracę czas przez facebooka i fakt, że jak ktoś do mnie pisze (nawet kiedy mam coś innego do zrobienia) to trudno mi nie odpowiedzieć.

  • Hmm, znam chyba wszystkie problemy. 🙂 U mnie też sprawdzają się check-listy. I antyperfekcjonizm – to najważniejsza postawa w kreatywności! 😀

  • Też nie lubię przeciągających się spotkań, dyskusji o niczym i poprawiania dobrego na doskonałe. Chyba dobrym patentem jest ustalenie sobie limitu czasowego na takie spotkanie. Po przerwie można wrócić do dyskusji – czasem trochę dystansu pomaga odsiać blokujące wątpliwości.

  • Just Me Blog

    Ja wciąż poszukuję swoje złotego środka, mam sporo pomysłów, napalę się, zaczynam działaś, potem myślę sobie: „nie, nie jest dość dobry” i generalnie nie wychodzi z tego nic. Check-lista nie działa w moim przypadku na odwlekanie postawionych sobie zadań.
    Trzeba pracować nad sobą! Nic nie przychodzi bez ciężkiej codziennej pracy!:)

  • Pingback: Work-life integration - Och Malina!()